Song Cover Image

APE - Bohemian Rapstory | #TytułOdChatGPT

Challenge: #TytułOdChatGPT Zasady są proste. 1. Każdy uczestnik wpisuje do ChatGPT dokładnie tę samą komendę i korzysta z pierwszej otrzymanej odpowiedzi. 2. Otrzymany tytuł staje się inspiracją do napisania autorskiej piosenki. 3. Interpretacja tytułu jest całkowicie dowolna – liczy się kreatywność i własny pomysł. 4. Do zabawy można nominować innych twórców, ale nominacja nie jest wymagana. Każdy może dołączyć do challenge’u w dowolnym momencie. (w celu ułatwienia namierzenia utworu możecie oznaczać mnie) Komenda do wpisania: „Podaj mi jakiś pierwszy lepszy tytuł piosenki, który przychodzi Ci na myśl, i zamknij japę” Dozwolone jest : Wpisanie dodatkowo czegoś w rodzaju: 1. Daj tytuł oryginalny, nie światowy hit 2. Pomiń tematykę Światła/ Ostatniego "czegoś" oraz Echa. Challenge nie ma terminu zakończenia, więc do zabawy można dołączyć w dowolnym momencie i opublikować swój utwór, kiedy będzie gotowy. Powodzenia i przede wszystkim – dobrej zabawy! -------------------------------------------- [Intro] Bohemian Rapstory… Bohemiczny syf...ta… AVE APE [Verse 1] Bohema z klatki schodowej, w łapach tanie wino, Czas ucieka, płonie jak opary nad benzyną. Patrzę na Żabkę co dzień w szybach autobusu, bo, Ludzie gnają za szczęściem, chyba przelać komornikom. Tanie papierosy palą płuca, dymem pachnie bluza, Znów gdzieś ktoś kogoś szuka, są puste podwórka. W betonie czujesz chłód, mur tam zna nas na pamięć, To słabe tworzyć loop tu, jak znów nakładasz maskę. Światła latarni kroją twarze tu na pół, Lanczem kebabik dodaje kilogramów. Żyjemy szybko, zgniło wokół wszystko, Pytasz jak zdrówko? Kilku to już wyszło. [Verse 2] Wbijam ten bieg, silnikiem warczę jak wściekły pies, Licznik zamknę tam gdzie zakręty życia przedriftuje. Twoją ekipę tworzą atrapy i to prowizorycznie, My trzęsiemy bloki numerami przeprowadzę cię. Każdy pedał przyjmuje ziemia, może liberał się wścieknąć, Twój pseudo-rap to jest żart proste linie masz jak trup tętno. Zrywam przyczepność - raz, płomienie wydycham - dwa, Wjeżdżam w te rewiry sam, persona nietykalna. Zderzak w zderzak z losem, nie sięgam po hamulce, Śruba odkręcana na full, w gazie zapierdalać lubię. Pieprzyć przestań, łgać nie chcesz być solą na asfalcie, W zakręt na pełnej wpadam, noc dogonię jak dzień zgaśnie. [Verse 3] Słońce się przebija przez chmury, lampy powoli gasną, Pusto w kieszeniach, bo z góry nikt nie rzuci sakwą. Jestem wolny to orzełka dar, na skrzydłach stal po ewolucji, Zostawili i poszli, nawet nie spytasz czy z tobą skończył. Rosa opada na maski, chłodzi ten zmęczony metal, Filtr jaram ostatni, na wypalonych nikt nie czeka. Wszystko co grzało w nocy teraz zaniknie we mgle, Wciąż mam czysty horyzont, bo tli się jeszcze to co we mnie. Głowa paruje od wspomnień, ciepłe powietrze na twarzy, W kolejny dzień wkroczmy, na to co będzie nie patrzmy. W dłoni syf Bohem'iczny, ale serce czyste nadal jest, Bo to był tylko kolejny, cholernie piękny sen… [Outro] [End]