
[Intro] (Rzewne skrzypce przechodzące w dziarski, tupany rytm) — Jak zdrowie, panie Izydorze? — Oj, nie pytaj... [Verse 1] Siedzi dziadek na ławeczce, rachunki rozkłada: „Życie drogie, leki drogie, kiepska moja rada. Chleb podrożał, śledzie w cenie, zęby bolą w nocy, Myślałem, by umrzeć, szukać Bożej mocy... Poszedłem do kantoru spytać o pogrzeby, Ile kosztoruje wyjazd do Niebiosów!” [Chorus] Trumna kosztuje majątek! Miejsce na cmentarzu — skandal! Kwiaty, muzykanci, orszak i garnitur... Za drogo umierać, panowie i damy! Więc póki w kieszeni wiatr gwiżdże pustkami — To jeszcze potańczymy! Skrzypku, rżnij do rana! [Verse 2] Rachmistrz policzył: nie stać mnie na ziemię, Finanse zmuszają, by nosić to brzemię! Schował dziadek grosze, wstał na równe nogi: „Skoro mnie nie stać na grobowe progi, To nalejcie wina, podkręćcie te basy, Pożyjemy jeszcze na złość biedzie w pasy!” [Chorus] Za drogo umierać, panowie i damy! Więc póki w kieszeni wiatr gwiżdże pustkami — To jeszcze potańczymy! Skrzypku, rżnij do rana! Życie za darmo, a śmierć nieopłacona! [Outro] Graj, kapelo! Żyjemy, bo na śmierć nie ma funduszy!

