<intro> Jest na tym świecie taki ktoś z kim mam wyjątkowy „flow”. taki znajomy z półki górnej choć spotykać się coraz trudniej On rozumie moje problemy jak nikt moje rozczarowanie światem i gorsze dni <verse> Dzielimy na pół ten trudny mrok gdy życie znów podkłada nam nogę, robimy w tył ten jeden krok by znowu w drinku odnaleźć drogę. Piszę do niego, gdy tracę pion, kiedy system znów mnie przerasta, to jest mój cichy, bezpieczny schron w tym zgiełku ponurego miasta. Pijemy drinki, patrzymy w dół, na dno kieliszka, wgłąb sumienia bo życie to nieustanny ból, który przygniotła zmarznięta ziemia. <chorus> To depresyjna przyjaźń, toast wylanym łzami Gdy patrzymy jak słońce powoli gaśnie Pomiędzy drinkami i ciężkimi myślami Księżyc sprawia, ze znów robi się jaśniej To depresyjna przyjaźń, pakt dwóch rozbitków Co na mapie świata nie widzą już drogi Bez zbędnych pytań, bez żadnych profitów Siedzimy tak razem, nikt nikogo nie sądzi. <verse> Nie pytamy siebie, który to raz analizujemy te same błędy. Zabijamy drinkiem uciekający czas szukając wyjścia, nie wiemy którędy. Gdy świat za oknem wiruje w obłędzie, My wiemy dobrze, że nic z tego nie będzie. I możemy tak gadać, mieć rację lub być w błędzie gadać i pić do końca samego do końca mojego lub jego być może do dwa tysiące dwudziestego siódmego… I mam tylko nadzieję, że który będzie ostatni, ten jeszcze ogarnie co się dzieje, pójdzie na grób, złoży kwiaty, nawet jak będzie stary, siwy brodaty, złoży kwiaty i zapali znicz, a potem za duszę drugiego pójdzie pić. <chorus> To depresyjna przyjaźń, toast wylanym łzami Gdy patrzymy jak słońce powoli gaśnie Pomiędzy drinkami i ciężkimi myślami Księżyc sprawia, ze znów robi się jaśniej To depresyjna przyjaźń, pakt dwóch rozbitków Co na mapie świata nie widzą już drogi Bez zbędnych pytań, bez żadnych profitów Siedzimy tak razem, nikt nikogo nie sądzi. <outro> zróbmy więc szkło o szkło brzęk my wiemy, że jest ciężkie wypijmy za kolejną klęskę


