
Ze Szopki schodziliśmy, gdy gasł ostatni blask, noc między drzewami przykryła cały szlak. Księżyc srebrzył kamienie, rozjaśniał leśny cień, a ja szedłem tuż przy tobie, by łatwiej było zejść. Podałem ci dłoń — i tym razem nie puściłaś jej od razu. Szliśmy tak przez chwilę, krok przy kroku, choć przecież mogłaś iść sama. W świetle księżyca, pośród nocnych drzew, twoja dłoń w mojej, coraz bliżej siebie. Czasem moje ramię, czasem twoja dłoń, a noc prowadziła nas wciąż dalej. W świetle księżyca, gdy ucichł cały las, czułem twój oddech tuż obok siebie. I chyba trochę dłużej, niż trzeba było, chciałem być tak blisko ciebie. Przy stromym zejściu zwolniłaś na chwilę, więc objąłem cię w talii, by pomóc ci zejść. Gdy zeskakiwałaś z kamiennego stopnia, przytrzymałem cię mocniej — na moment, może dwa. Lecz kiedy już bezpiecznie stanęłaś na ziemi, nie odsunęłaś się od razu ode mnie. Zostałaś tak blisko, wtulona przez chwilę, a ja poczułem ciepło twojego ciała. W świetle księżyca, pośród nocnych drzew, twoja dłoń w mojej, coraz bliżej siebie. Czasem moje ramię, czasem twoja dłoń, a noc prowadziła nas wciąż dalej. W świetle księżyca, gdy ucichł cały las, czułem twój oddech tuż obok siebie. I chyba trochę dłużej, niż trzeba było, chciałem być tak blisko ciebie. Las pachniał nocą i wilgotną ziemią, srebrne plamy tańczyły na liściach. Gdy ścieżka robiła się ciemniejsza, brałaś mnie za rękę i szłaś bliżej. Czasem zatrzymywaliśmy się razem, gdy trzeba było znaleźć właściwy krok. Wtedy twoje ramię opierało się o moje, a cisza mówiła więcej niż słowa. W świetle księżyca, pośród nocnych drzew, twoja dłoń w mojej, coraz bliżej siebie. Czasem moje ramię, czasem twoja dłoń, a noc prowadziła nas wciąż dalej. W świetle księżyca, gdy ucichł cały las, czułem twój oddech tuż obok siebie. I chyba trochę dłużej, niż trzeba było, chciałem być tak blisko ciebie. W oddali zamigotały światła Krościenka, lecz jeszcze nie chciałem kończyć tej drogi. Szliśmy obok siebie, dłonie splecione, jakby noc była tylko dla nas. A kiedy zeszliśmy w dolinę, wiedziałem już, że coś się zmieniło — bo tego dnia spotkałem nieznajomą, a nocą szedłem już z kimś bliskim.

