Song Cover Image

Tamtego dnia

V5.5

Pogodny dzień, zielony szlak, a Dunajec lśnił pośród skał. Tam ją ujrzałem pierwszy raz — i nagle piękniejszy wydał mi się świat. Słowiańska uroda, spokojny blask, warkocz spływał jej na plecy. Stała nad rzeką, patrzyła w dal, a ja nie mogłem oderwać od niej wzroku. Nad Dunajcem, gdzie płynie czas, spotkały się nasze samotne drogi. Jej warkocz tańczył na wietrze, a słońce złociło jej twarz. Nad Dunajcem, wśród zieleni i skał, los podarował nam tę chwilę. Nie znaliśmy jeszcze swoich imion, a już coś połączyło mnie z nią. Usiadła nad rzeką, zabrakło jej sił, skurcz zatrzymał ją na chwilę. Pomogłem, rozmasowując jej łydki, aż napięcie powoli minęło. Czułem ciepło jej skóry pod dłonią, słyszałem jej spokojny oddech. Spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem i wiedziałem, że ruszymy razem. Nad Dunajcem, gdzie płynie czas, spotkały się nasze samotne drogi. Jej warkocz tańczył na wietrze, a słońce złociło jej twarz. Nad Dunajcem, wśród zieleni i skał, los podarował nam tę chwilę. Nie znaliśmy jeszcze swoich imion, a już coś połączyło mnie z nią. Dunajec został za nami, przed nami las i dalszy szlak. Nie wiedziałem, dokąd nas zaprowadzi, lecz chciałem iść — właśnie z nią.