Chiński laser, czterdzieści watów, miał ciąć tekturę — nie dostarczać tematów. Ruida jedzie, silnik gra, tylko wiązka figle zna. Tuba czy zasilacz? Oto jest pytanie, trzech ekspertów już wygłasza swe orędzie na ekranie. Jeden radzi, drugi szydzi, trzeci wie, a właściciel dalej nic nie tnie. Laser nie tnie, za to forum grzeje, każdy ma teorię, każdy się mądrzeje. Trzy strony dyskusji, diagnoz cały stos, a jedyny, co ma problem, wciąż ma pusty trzos! „Sprawdź zasilacz!” — „Nie, to tuba!” „Kolego, twoja wiedza jest do niczego!” Jeden mierzył, drugi słyszał, trzeci kiedyś taki miał, czwarty w chińskim sklepie podobny laser widział. Laser nie tnie, za to forum grzeje, jeden daje rady, drugi się z nich śmieje. Każdy w necie inżynier, każdy złoty fachowiec, lecz gdy przyjdzie znaleźć usterkę — milkną wszyscy znawcy! Wysokie napięcie, więc ostrożnie, bracie, bo nie każda mądra rada kończy się na czacie. Tu nie chodzi o odwagę, tylko rozumu gram — bo kilka tysięcy woltów nie wybacza „ja się znam”. A gdy wreszcie laser ruszy i wypali pierwszy wzór, forum zdąży się pokłócić, kto przewidział awarii sznur. Autor zamknie temat, pójdzie wreszcie spać, a eksperci w nowym wątku znów zaczną się znać!


