
TYTUŁ: „Kraina Szyderców” [INTRO – spoken word] Początek zawsze trudny — dzień stawia mnie w świetle złudnym. [ZWROTKA 1] Ludzie ranią ludzi, choć nawet rąk nie brudzą. Otaczają syf i w nim się gubią, byle tylko wyciągnąć zysk. Pozwalają pluć sobie w twarz, a w oczach gaśnie dawny błysk. To kraina szyderców, spadkobierców grzechu, zamkniętych na klucz i karmionych przez echo klęsk. Lecz dojrzewa męstwo — rywal bohaterstwa, a przy nim stres nie trwa długo. [REFREN – HYMNICZNY] To kraina szyderców — gdzie milknie sumienie. A jednak w środku rośnie ciche przebudzenie. Nie złamiesz mnie losie, choć próbujesz wciąż — z każdego cienia wstaję, idę własną drogą stąd. [ZWROTKA 2] Czasu nie zliczysz — więc zbieraj myśli, gdy milczysz. Otwórz się, daj sobie wycisk. Kieruj życie ku zwycięstwu, naprawiaj to, co uciska pierś, gdy ciężar dusi w środku sens. Pamiętasz ten stan, gdy musisz być sam? Smak życia jak czar — gorzki, ale prawdziwy. Wysoko stawiam maszt, powoli widzę kształt wygranej. Omijam ten szajs — nie hajs mnie prowadzi, lecz pewność, że stoję. Każda szansa wykorzystana, wdzięczność — klucz do bram. Idąc przez życie samotny, doceniam to, co mam. [REFREN – FINAŁ / PODNIESIENIE] To kraina szyderców — ale nie moja już. W ciszy rodzi się siła, co rozrywa każdy mur. Nie złamiesz mnie losie, nie zatrzymasz mnie — bo w środku mam ogień, który nie spala się. [OUTRO – cisza / spoken] I choć uchylam czoło — nigdy się nie złamię.

