
Na końcu drogi, w paproci lesie za murem starych omszałych brzóz, maleńka chatka samotnie stoi słychać śpiew ptaków i cykad szum Wokół się wiją łodygi chmielu tworząc labirynt prawie bez końca w wybitym oknie stara firana broni dostępu promieniom słońca [chorus] A tu w Bieszczadach słońce codziennie wschodzi tak, jakby nic się nie zmieniło, a dach wciąż cieknie – tak jakby płakał za czymś, co kiedyś tu piękne było. [cello break] wyschnięta studnia tęskni za wiadrem dawno nie mieli szansy pogadać patrzy wciąż w niebo czekając deszczu który na złość chce tylko na chatę padać W belkach sufitu gniją wspomnienia, po których wolno zanika ślad a Ściany skrzypią – jakby szeptały nasze imiona sprzed wielu lat. [chorus] A tu w Bieszczadach słońce codziennie wschodzi tak, jakby nic się nie zmieniło, a dach wciąż cieknie – tak jakby płakał za czymś, co kiedyś tu piękne było. [bas break] [chorus] A tu w Bieszczadach słońce codziennie wschodzi tak, jakby nikt nie odszedł jeszcze, w chacie na zdjęciach są nasze twarze patrzą przez okno w góry nieśpieszne [chorus] A tu w Bieszczadach słońce codziennie wschodzi tak, jakby nikt nie odszedł jeszcze, w chacie na zdjęciach są nasze twarze patrzą przez okno w góry ..... nieśpieszne [ending]

