
[Intro] Szu-szu-szu… żdż-żdż-żdż… Uwaga na język: dziś robi fikołki 😵💫 [Verse 1] Siedzę przy stole z przyprószonymi brzegami, w półprzysiadzie, z półprzytomnymi myślami. Piję kompocik z rabarbaru i rambambaru, chrupszczę chrząszczem w chrzanie — bez żadnego umiaru. Mój dom stoi w Przemyślu przy Przemysłowej, obok żżarżawki, co żarzy żur w żarówkowej. A w trzcinie trzeszczy trzynasta strzygostrzyga, i dżdżownica dżdży… dżdży… i wcale nie miga. [Pre-Chorus] Przy drzwiach wisi przyrząd: przytrzymywacz przygód, przekrzywiony, przerdzewiały, lecz pełen przysług. Wkładam w usta szczypżdż — szczęk, szczęść, szczątkowo, i już mówię: „Szczebrze-szczęście!” całkiem gotowo. [Chorus] Mój język jest jak żyroskop z żółwiem w żurawinie, kręci „szcz”, kręci „trz”, aż się robi gęsto w trzcinie. Nie wiem, kto to wymyślił, lecz brzmi jak czary-marudary, więc wyśpiewam: „przeżdżżaj!” — i znikają mi bariery! 🎶 [Verse 2] Wczoraj zżerałem zrzędne rzeżuchy z grzanki, dziś żongluję żwawo: żżżółty żur i żołądź w szklanki. W Szczawnie-Zdroju szczypie szczupak szczotką szczeciniastą, a pszczoła w pszennym pstrągu piszczy: „Psz-psz, popatrz, miasto!” Wyindywizualizowałem się z rozentuzjazmowanego tłumu, wstrzemięźliwie, wstrząśnięty, wstrętnie — lecz po kryjomu. Mam haszuly-nacje, hyszczory i chichrulacje, i w kieszeni sześćdziesięciosześciogroszowe kombinacje. [Bridge] Przez przestwór przemyka prztyczek — pstryk! — i przytyka przyczynę, a ja powtarzam: „źdźbło, żdżdżysty, dżdżownico-dziedzino”. Szczękościsk, trzaskosplot, czczość-cząsteczka, czkawka, szusuję szosą suchą, aż się suszy moja sławka. [Final Chorus] Mój język jest jak żyroskop z żółwiem w żurawinie, kręci „szcz”, kręci „trz”, aż się robi gęsto w trzcinie. Nie pytam, kto ma rację — bo racja rzęzi w rzece, ja tylko śpiewam: „chrząszcz-chrzan-prztycz!” i lecę, lecę, lecę! 🚀 [Outro] Szu-szu-szu… żdż-żdż-żdż… Koniec testu. Język przeżył. (Chyba.) 😄

