
W jednym miasteczku na dzikim zachodzie Spotkałem kowboja co stał na drodze Na pasie co go opasał dwa kolty wisiały Które wśród mieszkańców wielki postrach siały Nie jeden już mieszkaniec na cmentarzu leżał Kiedy w szybkość tego kowboja nie dowierzał Znali go wszyscy co broń w olstrach nosili I przy nim nigdy jej w górę nie podnosili Ref. ooooooo oooooo jupy aj jupy aj Świstały kule trupy padały Kiedy tego kowboja na drodze spotkali Nigdy ręka jemu nie zadrżała Kiedy kula lufę jego kolta opuszczała ooooooo oooooo jupy aj jupy aj Zwali go Bili Kid był szybki jak strzała Która na dzikim zachodzie sławę mu dała Gdy tak stał przed salonem całkiem spokojny Zwiastowało to powiew prawdziwej wojny U wylotu miasteczka pięciu strzelców jechało Jakby wogóle się go nie bało Dwóch z nich w rękach strzelby miało I patrzyło na Billa nader zbyt śmiało Dwóch kolejnych przed sobą kolty trzymało I do strzelania się przygotowało Ref. ooooooo oooooo jupy aj jupy aj Świstały kule trupy padały Kiedy tego kowboja na drodze spotkali Nigdy ręka jemu nie zadrżała Kiedy kula lufę jego kolta opuszczała ooooooo oooooo jupy aj jupy aj Podjechali bliżej i już celowali Ale się szybko o swym pechu przekonali Kolty Bili Kida swą muzykę zagrały A rewolwerowcy z koni już spadali Cztery trupy leżały na drodze pokotem Zlani po raz ostatni swą krwią i potem Z luf Kida tylko dym się unosił I sławę rewolwerowca po dzikim zachodzie roznosił Ref. ooooooo oooooo jupy aj jupy aj Świstały kule trupy padały Kiedy tego kowboja na drodze spotkali Nigdy ręka jemu nie zadrżała Kiedy kula lufę jego kolta opuszczała ooooooo oooooo jupy aj jupy aj

