
Paznokcie sine, pod skórą sól, Wylewam wodę z dziurawej łajby. Stół w kuchni milczy, wszędzie ten kurz, Dni się ciągnęły jak stare filmy. Zapałka mokra, nie chce brać, Ziemia ma dosyć, chce tylko spać. Nagle są przy mnie, łamią ten cień, Liny w ruch poszły, farba się leje. Czerwień na burtach, jaskrawy dzień, Wypchnijmy z płuc tę beznadzieję. Kadłub zajęczał, stal gryzie spód, Za nami zostaje ten martwy chłód. Sól na ranach, na burtach tynk, Pęka pod nami ten martwy cynk. Twoja dłoń trzyma moją dłoń, Barwna łódź tnie tę czarną toń. Huk nagle urwał, woda ma luz, Zrzucam tę kurtkę, bo pali mnie kark. Z lodu zostało parę złych snów, Wchodzimy w słońce jak w jasny park. Dzielimy chleb, choć brudna dłoń, Nowy świat wali nam prosto w skroń. Nie zmażesz tych śladów, zostaną na palcach, Zima nas zjadła, ale wypluła. To nie była miła, radosna walka, To krew, co pod spodem, w żyłach płynęła. Płyniemy w jaskrawość, pachniemy rdzą, Inni niech w swojej szarości śpią.

