
kebab czy falafel, kurwa mać — bieda, bieda chce się lać, w głowie sajgon, nie ma chleba kebab czy falafel, myśli gonią mnie jak się nie zdecyduję, to chyba zesram się kebab czy falafel, cały czas mnie ściga nocne miasto, neon mruga, psycha dzika stoję w miejscu, czas napierdala jak beat a w rozporku coś mi krzyczy: stary, jedz, nie śpij kebab czy falafel — pytanie życia sos czosnkowy czy hummus, decyzja krytyczna kieszeń pusta, głowa pełna, serce bije każda opcja dobra, a ja dalej ginę kebab czy falafel, refren w mojej bani chodzę w kółko pod budką jak w jakiejś manii kebab czy falafel, los mnie testuje jak nie dziś wybiorę, to jutro zwariuję

