W sobotę budzę się, czuję głód Trącam swą kulinarną strunę Nie stroi dzisiaj, czuję chłód Z łóżka się chyba dziś nie zsunę Jednak wychodzę, trzaskam drzwiami Nie golę się, okna zasłaniam Z lodówki woń, pasta z jajkami Znowu w myślach siebie poganiam Ref Chodzę po mieście Bez żadnego celu Coś mógłbym zrobić pożytecznego Gdyby nie kurier Pewnie bym nie wrócił Znowu kupiłem Coś zbędnego Przyspieszam i przewietrzam głowę Mijam ludzi z psami na smyczy Nie mam ochoty na rozmowę Telefon znów kroki policzy Mijam budę z kiepskim kebabem Kupuję wrapa z falafelem Łykam ponownie coś na zgagę Bayern znowu przegrał z Realem Ref Chodzę po mieście Bez żadnego celu Coś mógłbym zrobić pożytecznego Gdyby nie kurier Pewnie bym nie wrócił Znowu kupiłem Coś zbędnego Weekend się kończy, coś uciekło Nie pobiłem rekordu świata Na końcu raju, gdzie jest piekło Pracuję w kajdankach ze złota Dostaje przelew, nie marudzę Tydzień zaczyna się wypchany Kończy w sobotę, gdy się budzę Scenariusz został napisany


