Wszystko już pękło pył osiadł na dłoniach Ostatni krzyk wygasł gdzieś na moich skroniach Dzwoni mi w uszach ta jadowita cisza to moja rap terapia sesja numer siedem cisza Patrzę w sufit jak w białą ścianę wokandy winny i sędzia w jednej twarzy mam seanse myśli jak odłamki szkła pod powieką każde "będzie dobrze" brzmi tu jak daleki rekwizyt Sesja numer siedem cisza serce gada, gardło milczy, ale piszę każda rana tu na wersy się rozpisze zanim znów mnie zje ta cisza, cisza Nie pytaj jak tam, bo nie znam już skali kiedyś były plany dziś tylko raporty strat i sali Zegar bije w ścianę, ja wciąż biję w siebie kto mi poda rękę gdy najchętniej zniknąłbym w tle Powiedz, ile jeszcze sesji zanim pęknie beton w klatce ile razy mam się wyspowiadać do pustej kartki, do dyktafonu w łazience I jak mam krzyczeć kiedy dźwięk tu nie przechodzi więc rysuję swoje blizny w tych linijkach, w tych akordach Jeśli kiedyś ktoś to puści i rozpozna w tym swój lęk to ta cisza straci zęby ja odzyskam chociaż tlen



