
Chciałem oszczędzić kilka gambli, od północy wszedłem sam Mówili: „Bronx cię ugotuje”, ja wiedziałem lepiej, przecież się znam Droga pusta, niebo blade, żadnych strzałów, żadnych min Geiger zaczął pierwsze trzaski, choć nie przerwałem swoich kpin Nic nie śmierdzi, nic nie świeci, nawet wiatr spokojnie wiał Tylko licznik z każdym krokiem, coraz mniej powodów do tego miał Nie wierz czystej drodze, nie wierz oczom Nie wierz ciszy między ruinami, swoim własnym krokom Bo na Bronksie śmierć nie zapowiada się krzykiem Dobrze patrzy się, tylko skażenia miernikiem Pomyślałem: „Stary grat, pewnie pieprznąłem nim gdzieś tam” Przecież droga była czysta, więc uznałem, dalej się śmiało pcham Po stu krokach Geiger wył już, przeraźliwie w łeb się wkręcał Wtedy jak raz, do mnie dotarło -- licznik wcale się nie znęcał Nie wierz czystej drodze, nie wierz oczom Nie wierz ciszy między ruinami, swoim własnym krokom Bo na Bronksie śmierć nie zapowiada się krzykiem Dobrze patrzy się, tylko skażenia miernikiem Zobaczyłem zejście w piwnicę, chciałem schować się pod ziemią Bo nad Bronxem burza rosła, niebo pruło się czerwienią Już stawiałem nogę na schodach, gdy licznik skoczył jeszcze w górę Pierwszy raz zawróciłem w porę, zostawiłem za sobą tę dziurę Nie wierz czystej drodze, nie wierz oczom Nie wierz ciszy między ruinami, swoim własnym krokom Bo na Bronksie śmierć nie zapowiada się krzykiem Dobrze patrzy się, tylko skażenia miernikiem Od tej chwili nie szukałem drogi, sprawdzałem tylko Geigera Ładny skrót potrafił tykać niczym z automatu seria Szedłem zygzakiem między ruinami, krok po kroku, metr za metr Bronx nie zmienił się ni krztynę, choć pojąłem już ten zamęt Nie wierz czystej drodze, nie wierz oczom Nie wierz ciszy między ruinami, swoim własnym krokom Bo na Bronksie śmierć nie zapowiada się krzykiem Dobrze patrzy się, tylko skażenia miernikiem Po godzinach trzasków Miernik wreszcie zaczął cichnąć gdzieś Jeszcze nie wierzyłem drodze, zbyt dobrze znałem już jej treść Kiedy Bronx został za plecami, pierwszy raz złapałem dech Przeżyłem, bo pojąłem, że wzrok potrafi kłamać też Więc jak kiedyś wejdziesz tam i wszystko będzie wyglądać w porządku Nie ufaj ciszy, pustej drodze ani własnemu rozsądku Bronx nauczył mnie jednego, nawet spokój może kłamać Gdy twój licznik zacznie trzaskać - nie filozuj, tylko zawróć, psiamać! Nie wierz czystej drodze, nie wierz oczom Nie wierz ciszy między ruinami, swoim własnym krokom Bo na Bronksie śmierć nie zapowiada się krzykiem Dobrze patrzy się, tylko skażenia miernikiem A te kilka gambli, które oszczędzić na tym miałem? Do dziś nie wiem, co z nimi zrobić chciałem... /// Tekst i aranżacja: @filoz

