
W pewnej dzielnicy, gdzie mniej nieco błota Jest klub dyskretny, gdzie nie gości cnota Tu można oglądać, wśród dobrych trunków Atuty kobiet każdego gatunku Lamia zaciśnie na tobie swe sploty Orczyca pokaże swe brudne stopy Centaurzyca kopytem przyciśnie Psiogłowa chapnie, aż krew mocno tryśnie A córki człowiecze, czarne i białe Bicepsy swe napinają nabrzmiałe I pośladkami zgniatają orzechy Wzbudzając gości lubieżne uśmiechy Tu wszyscy wiedzą, że jestem ta ruda Prężę na scenie muskularne uda Prężę na scenie umięśnione łydki I wygląd twarzy mam całkiem niebrzydki Patrzą zazdrośnie panienki ras różnych Ćwiczyły zaciekle do godzin późnych Lecz wiedzą, że żadna z tutejszych samic Nie może wygrać z nóg moich mięśniami Przy stolikach siedzą stare kocury Podnoszą ogony swoje do góry Wybieram jednego, słychać oklaski A potem z zaplecza miauki i wrzaski Dobrze się bawię, ja i moje nogi Chwila ekstazy, potem uśmiech błogi Wychodzę z klubu, zamawiam szofera I jadę wesołe piosenki śpiewać

