
Długo byłam jak szara i martwa natura na płótnie a potem nagle przyszedłeś ty i w moje życie tchnąłeś sny i dotyk stał się kolorem Czuję jak w moich ustach płynie krew czerwona jak maki na łące jej mocny kolor mnie pali, płonę w tej ognia fali płonę płonę Gdzie jesteś? Gdzie jesteś? wołam przez łzy, ugasić ten pożar możesz tylko ty bo twój dotyk jest jak narkotyk, jesteś jak Pan Stworzenia stworzyłeś mnie na nowo na swoje podobieństwo i przekleństwo Jestem twoim dziełem rzeźbą z krwi i ognia która ożywa co noc i co dnia tylko w twoich dłoniach. To będzie zbrodnia, jeśli odejdziesz, bo zamiast mnie ocalić, obrócisz w popiół to co sam tak pięknie powołałeś do życia a mnie serce pęknie i znów stanę się tylko płótnem niemym świadkiem własnego braku bez koloru, bez ognia, bez smaku.

