
NIE W MOIM STYLU Aha... Znowu te same pytania... Dzisiaj odpowiem tylko raz. --- Kolejny ranek. To samo lustro patrzy na mnie krzywo. Na języku tysiąc słów, ale z gardła nie wychodzi nic. Jak oskarżony stoję, zanim padnie pierwszy zarzut. Każdy zna mój wyrok, zanim pozna moją prawdę. Ile jeszcze mam udowadniać, że oddycham po swojemu? Ile razy mam przepraszać za to, że nie jestem czyimś snem? Gardło zdarte od słowa „przepraszam”. Dzisiaj pierwszy raz nie wypowiem go wcale. --- Ile razy jeszcze mam się z czegoś tłumaczyć? Ile razy mam pozwolić komuś pisać moją twarz? To nie jest w moim stylu... wiem. Ale cisza boli bardziej niż krzyk. Nie jest w moim stylu. Nie umiem żyć z podniesionym głosem. Lecz jeśli dzisiaj nic nie powiem... jutro nie poznam już samego siebie. --- Noszę spokój jak pancerz, choć w środku wszystko pęka. Uśmiech bywa najcięższą rzeczą, jaką przyszło mi unieść. Każde „wszystko w porządku” waży więcej niż kamień. Każde przemilczenie zostawia kolejny ślad. Nie chcę waszej zgody. Nie chcę waszych wyroków. Chcę tylko wrócić do człowieka, którego kiedyś bez problemu poznawałem w lustrze. --- Koniec tłumaczeń. Koniec proszenia. Jeśli mam stracić spokój... to przynajmniej nie stracę siebie. --- Ile razy jeszcze mam się z czegoś tłumaczyć? Ile razy mam pozwolić komuś pisać moją twarz? To nie jest w moim stylu... wiem. Ale dzisiaj wybieram prawdę. Nie jest w moim stylu. Może nigdy nie będzie. Lecz pierwszy raz od dawna... oddycham naprawdę. --- To... nie jest w moim stylu. (cisza)

