Na dziedzińcu przy kurniku Krzyknął kogut kukuryku; Kukuryku krzyknął drugi, I dalej w czuby. — Biją skrzydła jak kańczugi, Dziobią dzioby, Drą pazury Aż do skóry. Już krew kapie, pierze leci — (Z kwoczką uszedł rywal trzeci.) A wtém indor dmuchnął: Hola! — Stała się jego wola. O co idzie, o co chodzi? Indor was pogodzi. Na to oba, każdy sobie: Przedrzeźniał się mej osobie. Moi panowie, Indor powie: Niepotrzebnie się czubiło, Przedrzeźniania tu nie było; Obydwa z jednej zapialiście nuty, Boście obydwa koguty. — Kiedy głupstwo jeden powie, Głupstwo drugi mu odpowie; Potém płacą życiem, zdrowiem: Co rzec na to? Wiem — nie powiem.