Song Cover Image

Nie znałem cię z tej strony

Dawno nic nie pisałem, a jednak we mnie żar dogasa, wypalony przez własnego ojca. Czuję dół, ale i głód zmiany — potrzebę wyrwania się z życia, które zbyt długo bolało. Wiesz, że cię kocham — dlatego mówię ci rzeczy, które trzymają mnie przy istnieniu, żeby nie zniknąć bez śladu. Upadam i wstaję, raz po raz, udając siłę, choć serce pęka od środka. Tyle razy dzwoniłem, że sam uwierzyłem, iż nie jestem wart szacunku. Czy to czyni mnie złym synem? Powiedziałem ojcu prawdę, a on tylko odparł: „Nie znałem cię z tej strony, synku.” Widziałem w nim strach zmieszany z obojętnością — i oba te uczucia ciążyły bardziej niż jakiekolwiek słowa. Pytam siebie: co musi zrobić ojciec, by pokazać synowi, czym jest męstwo? Czy to alkohol zniekształca jego świat — czy to ja mam urojenia, które kaleczą wspomnienia? Chcę nauczyć się być synem, lecz jak pokochać człowieka, który potrafił zranić tak wiele razy? A ty… chcę, byś była moją Muzą. Z tobą świat rodzi się jak słońce nad horyzontem, bez ciebie zamienia się w burzę, która nie zna litości. Niewinne dziecko przychodzi na świat bez zamiarów, bez winy, bez tarcz. Liczy na troskę, nieświadome wszystkiego, a dotyk matki paraliżuje je ciepłem — pierwszy oddech to wejście w życie, miękkie, kruche, prawdziwe. Czułość i wiara otulają je uczuciem wartości, a spojrzenie matki i jej głos wywołują tę pierwszą, dziką miłość, która rodzi się wraz z krzykiem. Płaczem woła o pomoc, jeszcze nie znając radości ani smutku. W pierwszej minucie zaczyna swoją wędrówkę, niczego nie pragnąc, niczego nie oczekując — po prostu pojawia się i istnieje we wszechświecie nieskończenie wirując.