
Wiatr łopoce w proporcach, Ciemno choć wykol oko, Wśród książęcego dworca Wszystko już śpi głęboko. Śpi wartownik przy bramie, Kucharze przy bratrurach, A książę śpi w piżamie Z kosmatej skóry tura. W każdym kącie ktoś chrapie - Ludzie, psy, gonokoki, Lecz po schodach coś człapie, Słychać tam jakieś kroki! Powstał książę, wdział spodnie, Obraził słownie matkę, Chwycił w rękę pochodnię, W drugą chwycił armatkę, Drzwi rozwarł, spojrzał w sionkę I myśli: Czy mi śni się? Bo ujrzał swą małżonkę W brejtszwancowej pelisie. Była to babka harda, Taka żwawa jak fryga, Pikantna jak musztarda A piękna jak Fatyga. Książę bąknął niemądrze Że szedł wypuścić kota I spytał: A dokądże Ty łazisz, moja złota? Zaś ona wyjaśniła Poprawiając odzienie Na łyka wyłaziłam, Bo męczy mnie pragnienie... Jej mąż, uspokojony Rozjaśnił pulchne lico I rzekł czule do żony: Mojaż ty pijanico! Tutaj cmoknął ją w głowę, Tu i ówdzie ją głasnął, Wlazł w poduszki puchowe, Ziewnął, piernął i zasnął, Zaś księżna w saloniku Bawiąc się złotą szpilką Myślała o tym łyku Wymienionym przed chwilką jak po licznych potyczkach Łyczka wraz z księżną panią Musiała wleźć na łyczka, Bo łyczek bał się na nią. == autor: Andrzej Waligórski ==

