<verse> Klucz w zamku zgrzytnął jak moje sumienie Zdejmuję buty, rzucam w kąt zmęczenie. Nie zapalam światła, po co mi ta prawda? W lustrze i tak stoi tylko kolejna porażka. Znowu ta cisza, co dzwoni mi w uszach Znowu ta pustka, której nic nie rusza. Sięgam po kieliszek, jedyny lojalny W tym świecie wrażeń zupełnie banalnych. <chorus> Wino ma kolor mojej zepsutej krwi i świeżych blizn. Mocne i cierpkie, jak ostatnie dni, jak ostatni list. Piję za błędy, za tych, co odeszli Za obietnice, które za łatwo mi przyszły. Nie szukam miłości, mam dość tej krucjaty Zbieram z podłogi życia ochłapy. Sama ze sobą, z butelką w dłoni Zanim mnie rano rzeczywistość dogoni. <verse> Jeden był poetą, co kradł moje sny Drugi był skałą, a zostawił łzy. Trzeci obiecał nasz dom wybudować. A fundament pod rozpacz wymurował. Znam już na pamięć te wszystkie scenariusze Tych „niezastąpionych”, co deptali duszę. Teraz mam spokój, choć smakuje winem I nie czekam na kogoś, kto znów będzie winien. <bridge> Mówią: „znajdziesz kogoś”, „czas leczy rany” A czas to tylko oszust, źle poukładany. Każdy kolejny łyk to małe znieczulenie Na to życie, zimne jak stal i kamienie. <chorus> Wino ma kolor mojej zepsutej krwi i świeżych blizn. Mocne i cierpkie, jak ostatnie dni, jak ostatni list. Piję za błędy, za tych, co odeszli Za obietnice, które za łatwo mi przyszły. Nie szukam miłości, mam dość tej krucjaty Zbieram z podłogi życia ochłapy. Sama ze sobą, z butelką w dłoni Zanim mnie rano rzeczywistość dogoni. <outro> Ostatnia kropla, dno jest już blisko Mało już sensu ma to wszystko. Dobranoc świecie, pókiś kolorowy znów zacznę bój nowy, Od rana, będę sama... Znowu sama...