
[Intro] [Verse 1] Stój w miejscu Barnaba, ty pusta łepetyno! Bo spadnę i kark skręcę! Nie ruszaj drabiną! Pamiętasz tamten zły dzień i ten krwawy taniec, Gdy ten diabeł z trumny wstał jak z piekła posłaniec Dostał w pierś ze strzelby, wstał i otrzepał szaty... Wiem, że ten upiór nie zna śmiertelnej zatraty! [Verse 2] A tu dziś do miasta ta dwójka wjeżdża chwatko, I idą do szeryfa z uśmiechem i gatką. Odebrali nagrodę, i biorą se pokój, A ja na drabinie czuję dziwny niepokój! Słyszysz ich, Barnaba? Świętują tam na górze... Gdy ja całą nadzieję mam w tym starym sznurze! [Chorus] Och, grabarz ma ciężko na tym teksańskim piachu! Serce bije jak szalone w cholernym strachu! Z szeryfem tutejszym wolałbym nie mieć zwady, Lecz gdy Łowca tu wróci... nie uniknę kary! [Verse 3] Wejdę wyżej, chwycę się okna ościeżnicy, Przykładam ucho w szpary starej okiennicy! Słyszę szepty dziewczyny, i kowboja słowa: Jutro z rana ruszą, szlak na wschód, droga nowa! Pamiętam dobrze list gończy w dłoni upiora, To nasza szansa, Barnaba, nim przyjdzie pora! [Verse 4] Złażę cicho na dół, nim świt wstanie na niebie, Muszę wysłać depeszę, by ratować siebie! Do szeryfa z jej stron poślę po drutach słowa: „Cassidy wraca, niech pogoń czeka gotowa!” A gdy Łowca tu przyjdzie, powiem mu z łzą w oku: „Śledziłem ich i już wysłałem pościg z boku!” [Chorus] Och, grabarz ma ciężko na tym teksańskim piachu! Serce bije jak szalone w cholernym strachu! Z szeryfem tutejszym wolałbym nie mieć zwady, Lecz gdy Łowca tu wróci... nie uniknę kary! [Outro ] Cicho Barnaba... nie rycz, durniu nienachlany! Nie mogą nas dostrzec, bo pokrzyżują plany! Wracamy do hebla, strugać sosnowe wieko... I módl się Barnaba ,żeby ten diabeł jednak nie przyszedł, choć czuję że jest niedaleko...

