Song Cover Image

Ballada o Samotnym Rewolwerowcu

V6-MINI

Słuchajcie, kamraci, przy bimbru dzbanie, Nim świt na pustkowiu krwawy nastanie. Zaśpiewam wam dzisiaj o rewolwerowcu, O groźnym, samotnym i mrocznym wędrowcu. Przemierzał pustynie, był twardym kolesiem, Co kule sypał szybciej, niż wiatr wieść niesie. Wśród ruin pustkowia legendarne imię ma, Każdy go tu kojarzy i historie jego zna. A w barze w Teksasie, gdzie leje się piwo, Tłum patrzy na strzelca z ciekawością żywą. I każdy zachwyca się ruchem doskonałym, Gdy chwyta za broń z refleksem wręcz wspaniałym. Mówią na pustkowiu, że to mistrz bezsprzecznie, Bo z najszybszą ręką żyć będzie wiecznie! I choć talent strzelca podziwia tu wielu, To ja wolę kobiety, mój przyjacielu! Gdy staje naprzeciwko groźnego rywala, Jednym szybkim ruchem go z nóg zaraz powala. Każdy bije brawo, gdy w kłębach dymu stoi, Lecz żaden nie wie, czego tak naprawdę się boi. Nocą wraca do domu, w którym pustka zieje, Gdzie sam ze swą dłonią w ciemnościach pozostaje. Gdy idą bandyci lub chmara mutantów, On nie potrzebuje żadnych muzykantów. Jednym ruchem palca znów problem rozwiązuje, A po ciężkiej walce w samotności świętuje. Bo choć w całym stanie ma sławę potężną, To nocą czuje w sercu samotność bolesną. Mówią na pustkowiu, że to mistrz bezsprzecznie, Bo z najszybszą ręką żyć będzie wiecznie! I choć talent strzelca podziwia tu wielu, To ja wolę kobiety, mój przyjacielu! Więc wznieśmy dziś kielich za strzelca kunsztowność, Co stawia na pierwszym miejscu własną wolność. Niech bije skorpiony i bije rekordy, Gdy sam swoją dłonią gra nocne akordy. Ja wolę dziewczyny i miękkie poduszki, A on niechaj dalej ćwiczy swe paluszki!