
<verse> Młody chłopak w okopie, karabin w dłoniach ściska. Ziemia drży pod stopami, stalowy deszcz uderza z bliska. Duszę niesie na ramieniu, bo jutra może już nie będzie, Tylko strach i trwoga w tym beznadziejnym obłędzie. A tam, tysiąc mil stąd, w klimatyzowanej ciszy, Ktoś kreśli czerwone linie, krzyku matek nie słyszy. <chorus> Bo gdy młodzi giną w błocie, karmiąc ziemię swym ciałem, Starzy liczą zyski, robią interesy na stracie zuchwałe. Dla nich wojna to liczby, kontrakt, giełda i wpływy, Oni wyjdą z tego bogatsi, a ty jakby mniej żywy. <verse> Stary dziad przy żłobie, na widok dolarów się trzęsie, Zatwierdza nowe dostawy, układa innym życie w bezsensie. Jego syn gdzieś w ciepłych krajach, drinka sączy pod palmą, Dla niego front to tylko news, odległy i banalny. Córka kupuje torebkę za roczny żołd piechura, Podczas gdy twoją duszę pochłania czarna dziura. <chorus> Bo gdy młodzi giną w błocie, karmiąc ziemię swym ciałem, Starzy liczą zyski, robią interesy na stracie zuchwałe. Dla nich wojna to liczby, kontrakt, giełda i wpływy, Oni wyjdą z tego bogatsi, a ty jakby mniej żywy. <verse> Polityk w drogim garniturze o honorze opowiada, Ale własnej rodziny na tę szachownicę nie wkłada. Wyśle cię po medal, który tanim blaskiem lśni. Sam wypije szampana za twoje stracone dni. Krew wsiąka w czarnoziem, znikają imiona i twarze, A oni budują jachty na gruzach tragicznych wydarzeń. <chorus> Bo gdy młodzi giną w błocie, karmiąc ziemię swym ciałem, Starzy liczą zyski, robią interesy na stracie zuchwałe. Dla nich wojna to liczby, kontrakt, giełda i wpływy, Oni wyjdą z tego bogatsi, a ty jakby mniej żywy. <outro> Cisza na polach... gdy skończy się Twoja rola… Głośny śmiech w kurortach... Nowe jachty w nowych portach… szampan i truskawki na tortach… i cisza na polach... Bo gdy młodzi giną w błocie, karmiąc ziemię swym ciałem, Starzy liczą zyski, robią interesy na stracie zuchwałe. Dla nich wojna to liczby, kontrakt, giełda i wpływy, Oni wyjdą z tego bogatsi, a ty jakby mniej żywy.

