
Od tygodnia wieść się niesie Że grasuje drwal po lesie A siekiera wielka jego Rąbie nią do upadłego Koralina więc ciekawa Choć ją lękiem to napawa Postanawia zbadać sprawę I wyrusza na wyprawę W głowie różne wizje snuje Jak drwal sprzętem wymachuje A że poszła bez kompasu Zabłądziła w środku lasu Nasłuchuje, nagle staje Nie wie, czy jej się wydaje Czy naprawdę w leśnej ciszy Jakieś dziwne jęki słyszy Ktoś tam stęka, mruczy, sapie Ona już za pierś się łapie Drugą ręką się wachluje Bo z emocji tchu brakuje Już nic się jej nie wydaje Czuje, że ktoś za nią staje Miękną jej ze strachu nogi Zerka w tył, o Boże drogi! Aż się na ten widok kuli: Drwal spocony, bez koszuli Ściska swą siekierę w dłoni Aż mu cieknie pot na skroni Czego szukasz tu królewno? - Zbieram do kominka drewno Wieje chłodem w mej komnacie A ja chodzę w cienkiej szacie Gdybyś mógł więc drwalu miły Użyć trochę swojej siły I narąbać tego drewna... - Wyjąkała mu królewna Myśli drwal - to dziewczę płoche Ale zrobię jej radochę Bez zbędnego wiec wahania Chciał przystąpić do rąbania Lecz ujrzawszy strach w jej oku Wnet zatrzymał się w pół kroku Co się dzieje panno droga Że cię ogarnęła trwoga? Jeśli mam być całkiem szczera Strasznie duża ta siekiera Nigdy takiej nie widziałam Żadnej wcześniej się nie bałam. Rzekł drwal, by jej odjąć lęku: Chcesz potrzymać trochę w ręku? Koralina czuje opór By do ręki wziąć ten topór Lecz myśl taka ją rozpala Że na atrybucie drwala Wnet zaciśnie dłonie swoje Mówi więc - już sie nie boje! I oburącz śmiało chwyta Jesteś moja faworyta! - Drwal nie kryje swej radości Przyszło wiele panien w gości Ani jednej co ochoty Miałaby do tej roboty Od siekiery je odrzuca Ten fakt bardzo mnie zasmuca Bo ja - mówię to bez złości - marzę ciągle o równości Zatem sama dasz se radę Ja nie wchodzę ci w paradę Jestem nowoczesnym drwalem Chociaż wcale się nie chwalę Zalet moich długa lista Pierwsza - jestem feminista! Koralinie na te słowa Zesztywniała cała głowa A twarz nagle tak pobladła Aż siekiera jej wypadła I nie mogąc zrobić kroku Do tej pory stoi w szoku Idzie lasem se Miklosza Wrzuca grzyby hop do kosza Nagle patrzy, kto tam stoi? Sam tak w lesie, się nie boi Że napotka złego wilka? Ale zaraz, jedna chwilka... Jakby znana to dziewczyna Podszedł bliżej...Koralina! Ale ona dalej stała Jakaś drętwa, osłupiała Bez żadnego nawet ruchu Myśli więc Miklosza w duchu Może dotknę choć staniczka? Taka gratka dla prawiczka Się nie zdarza prawie wcale I już powziął zamiar, ale... Zaszumiały głośniej knieje Pękła gałąź, co się dzieje?! Ogarnęła go już trwoga Że to może Palec Boga Nadszedł, aby dać mu karę Że zuchwale przebrał miarę Lecz odetchnął, bo zza krzaka Wyszedł tylko Rozrabiaka I powiedział: Ty hultaju Co tu knujesz w moim gaju?! - Nic, to tylko zwykła troska Chciałem... dać jej papieroska! Cooo? - Powiedział Rozrabiaka - Nie udawaj tu cwaniaka Nikotyna dla kobiety Rzadko źródłem jest podniety Nie wiesz tego, że dziewczyny Lecą głównie na maliny? Bo maliny to rozpusta! Po czym jedną wepchnął w usta Wciąż zastygłej Koralinie Lecz sok spłynął jej jedynie Po znieruchomiałej brodzie Już nie ufam tej metodzie - Rzekł zdziwiony. Nie do wiary Nie powiodły się zamiary Ona ciągle skamieniała Stoi tak, jak wcześniej stała Nie jest to zbyt łatwa sprawka Trzeba wezwać tu Paslawka! Przybył rychło więc wezwany Spojrzał na nią, rzekł: o rany! Co tu się do licha stało Że ją tak... zamurowało?! Stoi w lesie jak słup soli Uszczypnijcie ją, czy boli Czy ma jeszcze w ciele czucie.. Może jakieś to zatrucie? Spojrzał na (w koszyku) grzyba - Nie dawałeś go jej chyba?! Coś ty - odparł mu Miklosza Przytulając się do kosza - Prędzej dam się zakuć w dyby Niż czerwone oddam grzyby! Już znalazłem ją w tym stanie Gdy tu miałem grzybobranie Rozrabiaka zdanie wtrąca - Sprawa robi się gorąca Zanim ktoś się o tym dowie Radzę wezwać pogotowie Weź gajowy nie pleć bzdur Tam grasują łowcy skór! No to może lewatywa Żeby była bardziej żywa? Przestarzałe to metody Lepiej wrzućmy ją do wody Woda szybko ją ocuci I do życia wnet przywróci Co ty gadasz, dobry Boże Mamy targać ją nad morze?! Wtem odezwał się Miklosza Ciągle tuląc się do kosza - Raz widziałem na Polsacie Facet ściągnął sobie gacie I pokazał jej małego Babka zlękła się od tego Może- westchnął- w głębi duszy Koralinę też to ruszy? Odpowiedział mu Paslawek Całkiem serio, bez głupawek - To jest sprawa oczywista Jesteś ekshibicjonista! Nie ujmując ci uroku Oszczędź tego jej widoku! Gdy tak wciąż debatowali Usłyszeli głos z oddali Który śpiewał - chcę do nieba Nic mi więcej nie potrzeba! Gdy zbliżyła się damulka Już poznali, że to Julka Modlitewną mocą gnana Pląsa cała rozśpiewana - Jestem sobie nietoperek Skrzydła pieści me wiaterek Hildegarda z Bingen święta Czeka na mnie uśmiechnięta...

