
Czasem chciałbym skończyć z żarciem Lecz pizza uzależnia mnie Bo dietetyk zabrał mi nadzieję I jeszcze kazał mi połowę jeść Ciągnie mnie Mocno mnie Woń oregano Tylko tego Zawsze tego Mi potrzeba... Oo Czekam aż Pan z dostawą Pojawi się pod blokiem Stygnie już A ja znów Parzę jęzor mój ... Czasem chciałbym skończyć z żarciem Lecz pizza uzależnia mnie Bo dietetyk zabrał mi nadzieję I jeszcze kazał mi połowę jeść Czasem chciałbym zamówić fit posiłek Ale burger mówi stanowczo - „nie” Rozpuszcza mnie jak cheddar Zwłaszcza nocą, bardziej chce się żreć! Giniesz gdzieś Pilocie mój Pod siedzeniem... oo Bywa tak Bywa że Szukam cię stopami Chyba już Chyba tak Wrosłem gdzieś w ten fotel. Oo Mm pewnie już Będę jak Kanapy część! Czasem chciałbym wyjść pobiegać Lecz ekran zatrzymuje mnie Bo serial wrzucił nowy sezon I dziś także nie wyśpię się Czasem chciałbym być fit - bardziej Nie za wiele mogę chcieć Kupuję karnet na siłkę co miesiąc Lecz tylko chodzę obok niego gdzieś Brakło już motywacji — i sałatek też A trwał transfer kebaba prosto w otchłań moich wnętrz Nie ma mnie, leżę tu nie chcę wstać z kanapy Strasznie dużo tutaj plam (po sosie) pewnie nie da się ich wcale sprać (ale mam to w nosie)...

