
[verse] chcę w końcu to zrobić wiesz? zrzucić ciężar, który ciężko mi nieść jak kamień Syzyfa wtaczany co dzień i zerwać łańcuch, który wiąże mnie, kotwicą systemu trzymając na dnie. Żebym musiał błagać o każdy oddech. W końcu wdrożę swój plan zbudowany z bólu i ran. I skończy się gra, w którą gram od lat, choć nie zapisałem się do niej sam, bo zapisał mnie świat. [bridge] Mógłbym tak jeszcze latami trwać. Zamykać oczy kiedy sypią w nie piach. Spuszczać głowę kiedy ciężar wrzucają na bark. Ale poniosłem za dużo strat, żeby się bać. [chorus] Choć nie widzę światła, idę dalej w przód. Teraz każdy oddech to mój mały cud. Niech świat płonie, jeśli mam go podpalić, Niech mur runie, jeśli mam go obalić. Niech to boli, jeśli ma mnie ocalić. Niech się spełni mój stary sen Płonący Babilon i ja na jego tle z dymiącą pochodnią uśmiecham się, bo jeśli świat chce, żebym pękł, niech zobaczy jak rodzi się gniew. [verse] Po co nam świat, który niszczy nas? Odbudować go z ruin przyjdzie czas. Niech płonie kłamstwo, niech gaśnie krzyk. Już się nie cofnę, za mną tylko dym. Kiedyś niosłem ciężar, teraz niosę hymn. Z popiołu powstanie nowy świat a nowi w nim my, przestaniemy się bać. [bridge] Zanim wszystko padnie, spojrzę jeszcze raz niech moją twarz rozświetli ognia blask, Tak kończy się świat, który chciał tylko brać. Poniosłem za dużo strat, żeby się bać. [chorus] Choć nie widzę światła, idę dalej w przód. Teraz każdy oddech to mój mały cud. Niech świat płonie, jeśli mam go podpalić, Niech mur runie, jeśli mam go obalić. Niech to boli, jeśli ma mnie ocalić. Niech się spełni mój stary sen Płonący Babilon i ja na jego tle z dymiącą pochodnią uśmiecham się, bo jeśli świat chce, żebym pękł, niech zobaczy jak rodzi się gniew.

