Song Cover Image

Kolejny Transport

+ Show full styles
V6-MINI

Wiosna tysiąc dziewięćset czterdziestego. Lista leży na stole. Rano lista, wieczorem dół. Stoi przy rampie kolejny wagon. Ręce z tyłu spięte drutem, Głowy schylone, krok w strachu. Pistolet w dłoni, krótki dystans, Jeden strzał i już po wszystkim. Ciało spada, następny staje, I tak od świtu aż do zmroku. Nie patrzę w twarz, nie znam nazwisk, To tylko wrogowie władzy. Oficer, policjant, byle kto – Wszyscy równi w tej robocie. Czasem ktoś drgnie, czasem westchnie, Ja już dawno przestałem liczyć. Liczy się norma i czysty fartuch, I równe doły do zasypania. Kolejny transport. Kolejny dół. Kolejny strzał. I już po nim. To tylko praca. Rano zaczynam, Wieczorem kończę. W Kalininie piwnica niska, W Katyniu ziemia mokra, czarna. W Charkowie robię to samo – Ten sam ruch ręki, ten sam zapach. Po zmianie wódka leje się sama, Żeby nie myśleć, żeby zasnąć. Jutro znowu przyjdzie nowa lista I znowu stanę nad kolejnym dołem. Kolejny transport. Kolejny dół. Kolejny strzał. I już po nim. To tylko praca. Rano zaczynam, Wieczorem kończę. Stoję nad dołem, ręce z tyłu. Wiem, co za chwilę się stanie… Żono, dzieci, wybaczcie. Boże, chroń Polskę… Kolejny transport. Kolejny dół. Kolejny strzał. I już po nim. To tylko praca. A kiedy skończę – Ziemia zamknie ślad. Rano lista… Wieczorem dół… A potem przez dekady Będą mówić, że to nie my. [abrupt stop]