Cofam się w myślach do Królewa, w najdalszy skrawek mego nieba, gdzie kiedyś było nie po drodze, a teraz innej drogi nie ma. Przeszłość traktować jak kalendarz, wyrywać z niego stare kartki, dwóch pierwszych dekad nie pamiętać - tak chyba byłoby najłatwiej. Lecz tak na dystans żyć się nie da, powracać trzeba w tamte strony, gdzie bez rozsiada się na drzewach, a świerszcz wygrywa song lipcowy. Rzeka się wije, wiatr zawiewa - powiernik słów szeptanych nocą - kłosami targa, kręci w kniejach, by w końcu zagrać nam na nosach. *** Cofam się w myślach do Królewa, w najdalszy skrawek mego nieba, gdzie kiedyś było nie po drodze, a teraz innej drogi nie ma. Rzeka się wije, wiatr zawiewa - powiernik słów szeptanych nocą - kłosami targa, kręci w kniejach, by w końcu zagrać nam na nosach. *** Cofam się w myślach do Królewa, w najdalszy skrawek mego nieba, gdzie kiedyś było nie po drodze, a teraz innej drogi nie ma. Przeszłość traktować jak kalendarz, wyrywać z niego stare kartki, dwóch pierwszych dekad nie pamiętać - tak chyba byłoby najłatwiej. *** Lecz tak na dystans żyć się nie da, powracać trzeba w tamte strony, gdzie bez rozsiada się na drzewach, a świerszcz wygrywa song lipcowy.