
[Intro] [Spoken with a raspy voice: "No tak... znowu to samo."] [Verse 1] [Style: Upbeat theatrical swing] Wchodzę do domu, cicho jak kot, W powietrzu czuję jakiś dziwny splot. Na wieszaku w przedpokoju, tam gdzie dotąd pustka była, Nowa kiecka – z metką jeszcze – dumnie się rozgościła. Ona patrzy mi prosto w oczy, wzrok ma niewinny i czysty, I mówi tekstem, który znam już na pamięć, oczywistym: [Chorus] [Style: Melodic swinging waltz 3/4] „Oooch, kochanie, to? To stara rzecz! Wisiała w szafie rok, albo pięć, weź to precz! Kupiłam w lumpeksie, za grosze, na wagę, Nie zwracaj na ten łachman uwagi!” Więc kręcę się w tangu, choć to przecież walc, I widzę, jak pęka mi konto na gwałt. Ach, ten walczyk, ten szalony nasz taniec, Gdy szafa pęka, a w kieszeni... wióry i szaniec. [Verse 2] [Style: Fast theatrical swing] Ale prawdziwy Armagedon nadchodzi w sobotę z wieczora, Gdy na wielkie wyjście do teatru wybije już pora. Nagle z sypialni dobiega ryk, jakby stado lwów wyło, „Nie mam się w co ubrać!” – i w tym momencie wszystko ożyło. Buty latają jak ptaki, sukienki tworzą dywany, A ja już wiem, co mam robić, plan mam obcykany. [Chorus] [Style: Melodic swinging waltz 3/4] „Bo kochanie, to? To stara rzecz! Wisiała w szafie rok, albo pięć, weź to precz!” Więc kładę na stole plastikowy mój czar, Kredytową kartę – na ukojony ten żar. I wieję z pokoju, opuszczam ten front, Bo zaraz wybuchnie tu kolejny lont! [Bridge] [Style: Slow piano ballad, melancholic and gravelly voice] I tak sobie myślę, siedząc w przedpokoju w ukryciu... Że ona w tej nowej sukience wygląda najpiękniej w życiu. I choćby portfel miał całkiem puste dno... Dla tego widoku – wybaczyć potrafię to zło. [Outro] [Style: Big band swing explosion, grand finale] Więc kiedy znowu usłyszę ten tekst, Że „to ze starej szafy jest manifest”, Uśmiechnę się tylko, podkręcę mój wąs... I zapłacę za ten cały, piękny, damski pląs! Tak jest! Za ten stary... nowy... pląs! [Laughs in a gravelly voice] [Big jazz chord finish]

