Lyrycs: Przemysław Trenk [Intro] mam w dłoni popiół i diament pójdę do kowala stanę w bramie kuźni zapytam jak je zespolić ? powiadają że niemożliwe bajka zawsze będzie bajką człowiek nie dorósł do bycia człowiekiem sączą jad przez zbutwiałe usta ideały krwią naznaczone a ja wciąż wierzę nie gaś ognia w piecu przyniosę bursztyny przekujesz je na wiarę w czystość serc widziałeś dłonie co kują stal ? pozwól proszę nim ostatnia łza upadnie w piach przyjąć chłostę za innych spojrzeć w oczy fałszywym prorokom strącić z piedestału bogów którzy sami się bogami nazwali wezmę twoje kowadło wyniosę w dolinę z dala od cienia trzon młota niech będzie mi podparciem wykujesz mnie z popiołu i diamentu bym znów odzyskał wiarę w twoje dobro [Outro]