
Tam gdzie ziemniaki pyrami zwane Na świat marzyciel Radosław przyszedł, I już w kolebce myślał co ranek Kiedy obejmie z Bydzi Zawiszę. Aby mógł plan swój zrealizować Myślał jak zdobyć na ten cel kasę, Otworzę knajpę – w czyn zmienił słowa I chyba wtedy został grubasem. Z knajpy pieniędzy nie było wcale Więc postanowił wziąć się za sprzedaż, Kopacze piłki byli towarem Różnie się wiodło, ale wciąż bieda. Z pomocą zdążył Jacek adwokat I zaznajomił z klubem naprędce Golec Rafała w ratuszu dopadł Do dziś na swojej trzyma go wędce. Za kupno klubu z zapłatą zwlekał Długi zostawił prezes poprzedni Mówił, niesłusznie winiąc człowieka Sąd miał już dosyć poznańskich bredni. Trener Topolski wygrał z nim wcześniej Gdy kebabowe wieszczył zatrucie, Mecze ze ZUS-em odczuł boleśnie Z Bydgoszczy będzie zmuszony uciec. Piłkarzy sobie podporządkował Wygonił z klubu wszystkich trenerów, A nienawistna i chora głowa Z fanów zrobiła totalne zero. Z nikim nie pragnie porozumienia Zobowiązania ma ciągle w dupie, W postępowaniu nie chce nic zmieniać Pieczeń dla siebie tylko chce upiec. Bezprawnie za to herb ustanowił I historyczne też zabrał stroje, Garstkę widowni na stadion łowi I coraz większym obrasta gnojem. To nie jest cała lista przewinień Większościowego akcjonariusza, Dawno godności przekroczył linię A do Poznania nie chciał stąd ruszać.

