Song Cover Image

Na którą obiad?

[Instrumental Intro] [4 bars — quiet kitchen ambience, restrained piano, cutlery touch, low cello] [Verse 1] [Low controlled storytelling rap] Siedemnasta trzydzieści. Kończę ostatni adres. Kurz na czarnej koszulce, silikon w pęknięciach dłoni. Zamykam busa. Sprawdzam kieszenie. Klucze. Telefon. Papierosy. I nagle palec sam otwiera naszą rozmowę. Piszę: „Na którą obiad?” Cztery słowa. Stary odruch. Zwykłe pytanie po pracy. Patrzę na nie kilka sekund, jakby nie znały nowych zasad. Nie wysyłam. Kasuję powoli. Litera po literze. Jakby usuwanie jednego zdania mogło cofnąć cały adres. Wchodzę sam. Klatka pachnie czyjąś kuchnią. Na drugim piętrze ktoś się śmieje. Za ścianą uderzają sztućce. Moje drzwi otwierają się cicho. Nikt nie pyta: „Jak było?” Nikt nie mówi: „Zdejmij buty”. Tylko światło z lodówki pada na pusty blat. [Pre-Chorus] [Drums thin out] Nie brakowało mi awantur. Nie brakowało mi pytań zadawanych ostrym tonem. Brakowało mi jednego zdania: „Będę. Wracaj do domu”. [Chorus] [Low restrained rhythmic chant] Na którą obiad? Pytanie zostało bez adresu. Stół stoi tam, gdzie zawsze, tylko nie ma już naszego miejsca. Na którą obiad? Nikt nie czeka, aż przekręcę klucz. Cały dzień budowałem ludziom domy, a wieczorem nie miałem do kogo wrócić już. Na którą obiad? Cztery słowa, zwykły głód. Nie tęskniłem tylko za tobą. Tęskniłem za tym, kim byłem, kiedy ktoś mówił: „wróć”. [Verse 2] [Fuller organic drums, tighter flow] Wyjmuję jeden talerz. Drugi zostaje w szafce. Garnek na jednym palniku wygląda za duży na jedną osobę. Kiedyś pytałem: „Co kupić? Będziesz jadła? O której wrócę?” Dziś gotuję bez pytania, więc wszystko trwa krócej. Nie trzeba ustalać godziny. Nie trzeba czekać. Spokój mieści się w jednym krześle. Tylko czemu tak trudno na nim usiąść? Na montażu klient pyta: „Długo jeszcze będzie pan?”. Mówię: „Może pół godziny”, choć już nie pogania mnie świat. Kiedyś liczyłem minuty, żeby zdążyć, zanim stół wystygnie. Potem liczyłem ulice, żeby wrócić jak najpóźniej. Jedno życie miało obiad, drugie jadło gdzieś na stojąco. Człowiek może zjeść do syta i nadal wracać głodny w noc. I może właśnie dlatego tak trudno odwyknąć mi od drzwi. Nie wszystko było trucizną. Czasem trucizna smakowała jak normalne dni. [Pre-Chorus] [Short silence] Najbardziej boli nie to, że nie wracam. Najbardziej boli, że już nie muszę mówić, o której będę. [Chorus] [Low restrained rhythmic chant, wider drums] Na którą obiad? Już nikt nie pyta mnie. Wracam, kiedy skończę pracę, ale nie ma gdzie spóźnić się. Na którą obiad? Jedno zdanie, cały dom. Dzisiaj jem, gdy znajdę chwilę, z kluczem do nie swoich stron. Na którą obiad? Nie chodziło nigdy o czas. Chciałem tylko znów usłyszeć, że ktoś jeszcze czeka na mnie tam. [Bridge] [Fully spoken, no drums, low piano and bowed cello] Przez długi czas myślałem, że dom to osoba. Potem, że dom to adres. Potem, że dom to stół, kubki, obiad, klucze i światło w kuchni. Dzisiaj uczę się, że dom nie może być miejscem, do którego boisz się wracać, ani człowiekiem, którego boisz się stracić bardziej niż siebie. Może kiedyś ktoś zapyta: „Na którą będziesz?” A ja nie poczuję lęku, że jedno spóźnienie rozpocznie następną wojnę. Może odpowiem zwyczajnie: „O osiemnastej”. I naprawdę wrócę. [Final Chorus] [Full drums, rising cello, low male doubles] Na którą obiad? Dzisiaj pytam o to sam. Nie mam jeszcze wspólnej kuchni, ale uczę się budować własny plan. Na którą obiad? Niech to zdanie znaczy znów: ktoś spokojnie wraca z pracy, a nie wraca po kolejny głód. Na którą obiad? Jeszcze boli dawny dom. Lecz pierwszy raz nie szukam ciebie. Szukam miejsca, w którym będę mógł spokojnie zdjąć buty i zostać sobą. [Instrumental Outro] [Cutlery placed beside one plate, refrigerator hum, low piano resolving only partially] [End]