
[Instrumental Intro] [4 bars — dark piano, pen scratching on paper, low cello pulse] [Verse 1] [Low controlled storytelling rap] Druga w nocy. Kuchenny stół. Jedna lampka nad blatem. Kubek zimny od godziny. Rachunek leży drukiem do góry. Na odwrocie piszę: „czas”. Niżej: „sen”. Potem: „spokój”. Długopis staje przy słowie: „syn”, bo tego nie chcę zapisać. Skreślone weekendy. Telefony w czasie pracy. Kurs przez miasto po awanturze. Powroty, których nie umiałem nazwać. Nie wszystko było twoją winą. Nie wszystko było moją. Ale to ja podpisywałem zgodę, ilekroć mówiłem: „jeszcze raz”. [Pre-Chorus] [Drums thin out] Rachunek nie pyta, kto kochał mocniej. Pokazuje tylko, co zostało zabrane. I jedno puste miejsce na dole kartki: „Co oddasz następne?” [Chorus] [Low, heavy, melancholic chant] Co jeszcze poświęcisz, żeby nie stracić nas? Ile siebie można oddać, zanim nie zostanie twarz? Co jeszcze poświęcisz? Sen, spokój, własny głos? Dom nie powinien rosnąć z człowieka rozebranego do kości. Co jeszcze poświęcisz, gdy rachunek nie zna dna? Jeśli ceną domu jesteś ty, to kto w tym domu będzie trwał? [Verse 2] [Fuller organic drums, darker, tighter flow] Dopisuję: „praca”. Potem: „honor”. Potem: „ludzie, którym przestałem odpowiadać”. Dopisuję każde: „nic mi nie jest”, wypowiedziane z obcą twarzą. Ręce pęknięte od roboty. Oczy czerwone od braku snu. Mój dzień od świtu do wieczora, a noc znów należała do burz. Firma weszła między nas jak trzeci człowiek bez imienia. Każda sprawa miała być wspólna, każda wina szybko była moja. Ja też krzyczałem. Ja też waliłem słowem, kiedy nie umiałem już mówić. Nie wycinam swoich błędów, żeby rachunek wyglądał czyściej. Ale odpowiedzialność nie znaczy, że wezmę również twoją część. Nie będę płacił za dwie osoby, żeby jedna mogła nie widzieć ceny. Na marginesie piszę: „granice”. Podkreślam dwa razy. Pierwszy raz od bardzo dawna nie po to, żebyś je zrozumiała. Po to, żebym sam ich nie przekroczył. [Pre-Chorus] [Short pause, tense atmosphere] Miłość nie powinna żądać dowodu z każdego oddechu. Dom nie powinien sprawdzać, ile bólu jeszcze uniesiesz. A człowiek nie powinien czekać, aż straci wszystko, żeby przyznać: „to już kosztuje za dużo”. [Chorus] [Low, heavy, melancholic chant, heavier drums] Co jeszcze poświęcisz, żeby nie stracić nas? Ile siebie można oddać, zanim nie zostanie twarz? Co jeszcze poświęcisz? Sen, spokój, własny głos? Dom nie powinien rosnąć z człowieka rozebranego do kości. Co jeszcze poświęcisz, gdy rachunek nie zna dna? Jeśli ceną domu jesteś ty, to kto w tym domu będzie trwał? [Bridge] [Beat drops, dry male vocal, pen stops] Patrzę na tę kartkę i pierwszy raz widzę coś prostego: nie każda strata jest dowodem miłości. Nie każdy powrót jest walką o rodzinę. Nie każda wytrzymałość jest siłą. Czasem człowiek zostaje, bo boi się przyznać, że wszystko, co oddał, nie kupiło mu domu. Tylko kolejną ratę. [Final Chorus] [Full drums, low male doubles, rising cello] Co jeszcze poświęcisz? Już nie pytam ciebie — siebie. Ile razy nazwę więzienie domem, byle nie spać sam pod niebem? Co jeszcze poświęcisz? Już znam odpowiedź: ani dnia. Nie oddam syna. Nie oddam pracy. Nie oddam reszty tego, kim jestem ja. Co jeszcze poświęcisz? Na tej kartce kończy się dług. Pod ostatnią linią piszę: „Od dziś nie płacę sobą za cudzy spokój”. [Instrumental Outro] [Paper folds once, chair moves back, low cello resolves without triumph] [End]

