Mara [Verse 1] When sleep wraps you like a warm shawl, and your breath slows, and the world fades away she enters. Quietly. Like smoke… through locked doors. In a black dress that swallows fire and dawn, she wants no gold. She wants no blood. She wants what’s inside you… what has not yet stepped into the world: the questions meant to change your fate, the words meant to light the bridge, the thought meant to give birth to your day… She takes it all… and vanishes into shadow. [Chorus] You wake up empty. With a stone in your throat. No questions. No answers. No hope. You stare into the great void and nothing stares back. Your mind like a room after a storm. Empty. Broken. Did you salt your threshold? She passed through. Like mist. Did you whisper prayers in the night? She stole them to weave new wings. [Verse 2] They say salt protects. That fire guards. But she feeds on what has not yet come to be. Your tomorrow is her supper. Your hope her cloak. The only thing that can stop her is consecrated crushed glass from bottles of sacramental wine. Scattered beneath your bed. On the windowsill. At the door. Because only what was once an offering can halt the one who steals offerings. [Chorus] You wake up empty. With a stone in your throat. No questions. No answers. No hope. You stare into the great void and nothing stares back. Your mind like a room after a storm. Empty. Broken. [Outro] You sit by the window. The world moves on… People speak. They laugh. They play… And you you don’t even have a thought left to spare for them. Because your words… your questions… your self… are now in her dress. Dancing in someone else’s dream. And you? You’re just a shell, that remembers… that once… it had something to say. Mara [Verse 1] Gdy sen cię obejmie jak ciepły szal, a oddech zwalnia, a świat milknie w dal ona wchodzi. Cicho. Jak dym… Przez zamknięte drzwi. W czarnej sukni, co pochłania ogień i świt, nie chce złota. Nie chce krwi. Chce to, co w tobie… jeszcze nie wyszło na świat: pytania, co miały zmienić twój los, słowa, co miały rozświetlić most, myśl, co miała dać początek dniu… Zabiera wszystko… i znika w cieniu. [Chorus] Budzisz się pusty. Z kamieniem w gardle. Bez pytań. Bez odpowiedzi. Bez nadziei. Patrzysz w wielkie nic i nic nie patrzy z powrotem. Twój umysł jak pokój po burzy. Pusty. Złamany. Solą posypałeś próg? Ona przeszła. Jak mgła. Modlitwy szeptałeś w nocy? Ona je zabrała jako nowe skrzydła. [Verse 2] Mówi się, że sól chroni. Że ogień strzeże. Ale ona karmi się tym, co jeszcze nie zaistniało. Twoje jutro to jej kolacja. Twoja nadzieja jej płaszcz. Jedyne, co może ją zatrzymać to święcone tłuczone szkło z butelek po winie mszalnym. Rozsiane pod łóżkiem. Na parapecie. W progu. Bo tylko to, co było ofiarą, potrafi zatrzymać tę, co kradnie ofiary. [Chorus] Budzisz się pusty. Z kamieniem w gardle. Bez pytań. Bez odpowiedzi. Bez nadziei. Patrzysz w wielkie nic i nic nie patrzy z powrotem. Twój umysł jak pokój po burzy. Pusty. Złamany. [Outro] Siedzisz przy oknie. Świat się toczy… Ludzie mówią. Śmieją się. Bawią się… A ty nie masz nawet myśli, by o nich pomyśleć. Bo twoje słowa… twoje pytania… twoje ja… są teraz w jej sukni. I tańczą we śnie kogoś innego. A ty? Ty jesteś tylko powłoką, która pamięta… że kiedyś… miała coś do powiedzenia.


