
Aj [yodel] Aaa ja jaj! Aaa ja jaj! Aaajajaja! [yodel] Aj aj aj aj aj aj aj! Aaajajajaja! Gwoździe kiedyś, ktoś wymyślił po to, aby rzeczy łączyć, by trzymały je na ścisło. A mnie ćwieki chcą wykończyć. Przypominam sobie: "A-ŁA!", gdy nie było mi do śmiechu. Ubaw niezły żona miała, a ja miano speca pecha. - Nawet, gdy to krótki papiak, popatrz jak się go uderza. Młotkiem trzeba w główkę trafiać. O tak... A-ŁA! W Mordę jeża!" Aaa ja jaj! Aaa ja jaj! Aaajjajaja! [yodel] Aaajajajaja! *** Innym razem po wichurze patrzę, gwoździe mi wystają, gdyż uległy amplitudzie. Cud, że dachu nie urwało. Myślę sobie: "co za młotek dach na gwoździe podobijał, ale może też nie wiedział, że jest trwalszy gwint na siłę." -Popracuję dziś na dachu - stawiam przy nim już drabinę. -Wejdę śruby poprzykręcam, co wystaje podobijam. Góra z górą się nie zejdą... majster klepka jest na dachu. "Wejście - myślę - było błędem". Zejście śmierdzi mi już strachem. Choć wspinaczka trwała chwilę, czas na górze mnie zatrzymał, gdy wiatr szumiał mi do uszu i trzymałem się komina. Ile można bać się skutków tego co po, gdy się spadnie, będąc już na samym czubku, ale siedząc tam bezwładnie? Sam zejść stamtąd bym nie zdołał z ujawnioną akrofobią, lecz z ratunkiem przyszła żona krzycząc z dołu: "Schodzisz? Obiad!" Aaa ja jaj! Ooo jo joj! Ojjojojojoj! [yodel] Aaajajajaja! Aaa ja jaj! Ooo jo joj! Ojjojojojoj! Aj aj aj aj aj aj aj! Ajjajajaja! Hej, hej, hej! Ajjojjoj!

