
Tekst: Pan Introwertyk & Anka NISZTUK 💜Mgła💜 [VERSE 1 – Intro] Nienawidzę ludzi więc, dla mnie mogą być tłem bo większość ważniaków kojarzona tylko jest ze złem Jedni podcinają skrzydła , inni zabierają tlen wolę odbić od takich i zostać już tu w swojej mgle ej zło ma fory tak jak to nawinął Owczar od zawsze za tym człowiekiem co od losu nic nie dostał te teksty dla tych co nie mają w życiu swej przystani zostali sami , nie usłyszą już ciepłych słów od mamy dlatego w tej muzyce wciąż między jawą a snem gdzie fobie,traumy i winy ciągną się za mną jak cień przepis na szczęście nie każdy go tutaj od losu dostał więc nawet gdy ciemne chmury to znajdź swój słoneczny obszar [CHORUS – Anka] Pochłoń nas, pochłoń, pochłoń teraz. Nie dlatego, że chcemy. Musimy się pozbierać. Nazwij to. Nazwij. Nazwij, jeśli potrafisz. Choć nie trzeba nam nazwy, bo ona nic nie znaczy. Powstajemy z mgły, odchodzimy w mgłę. Na moment odkładamy sny, na chwilę pauzujemy grę. Oddychamy bielą. To ona ma ostatnie słowo. A my trzymamy się nadziei, że z niej wrócimy na nowo. [VERSE 2 – Anka] Mów mi Jeżu, bo z pleców sterczą wbite rękojeści. Sama nie wiem, ale więcej już się chyba ich nie zmieści. Zbroja dawno się rozpadła, nie udźwignę więcej stali. Serce wpadło do imadła, znowu jestem nie do pary. I zapalił się dom cały, podpalone me wnętrzności. Ciało szybko się zwęgliło, pozostały tylko kości. (I co teraz? Daj mi spokój! )Nie chcę żadnych twoich rad. Stoisz z boku, nie wyrokuj, nie ponosząc żadnych strat. Proszę nie mów co mam robić, jakbym to ja była winna. Wiem, nie możesz w to uwierzyć, ale jestem całkiem inna. To co ciebie tak przeraża, jest osłoną przed cierpieniem. To co tobie wciąż zagraża, dla mnie bywa ocaleniem. Jest scaleniem moich myśli, wybawieniem przed nicością. Zatem idę na spotkanie, pożegnanie z codziennością. [CHORUS – Anka] Pochłoń nas, pochłoń, pochłoń teraz. Nie dlatego, że chcemy. Musimy się pozbierać. Nazwij to. Nazwij. Nazwij, jeśli potrafisz. Choć nie trzeba nam nazwy, bo ona nic nie znaczy. Powstajemy z mgły, odchodzimy w mgłę. Na moment odkładamy sny, na chwilę pauzujemy grę. Oddychamy bielą. To ona ma ostatnie słowo. A my trzymamy się nadziei, że z niej wrócimy na nowo. [FINAL CHORUS] Pochłoń nas, pochłoń, pochłoń teraz. Nie dlatego, że chcemy. Musimy się pozbierać. Nazwij to. Nazwij. Nazwij, jeśli potrafisz. Choć nie trzeba nam nazwy, bo ona nic nie znaczy. Powstajemy z mgły, odchodzimy w mgłę. Na moment odkładamy sny, na chwilę pauzujemy grę. Oddychamy bielą. To ona ma ostatnie słowo. A my trzymamy się nadziei, że z niej wrócimy na nowo.

