
Widzę szczura obok sznur, szczur chce wspiąć się na ten sznur. być w kanale nie chce wcale, ma już dosyć żyć w tym kale. wybrał drogę więc ku górze, bo w kanale kończą tchórze. chce zamieszkać tam na dachu, nie na dole w ciągłym strachu. chce powietrza i przestrzeni, tam się życie szczura zmieni. lecz do sznura jest kolejka, nie malutka a wręcz wielka. nikt w kanale nie chce gnić, każdy chce na dachu żyć. przepychają się łokciami, gryzą, drapią pazurami. nie ustąpi żaden drogi, prędzej Ci połamie nogi. szczur się wspina i przeklina, to jest moja szczury lina. to jest w życiu miejsce moje, wysokości się nie boję. jest na dachu patrzy w dół, wielkie plany w głowie snuł. siedzi tydzień może dwa, lecz pogoda przyszła zła. przyszła burza i wichura, i zdmuchnęło z dachu szczura. Jaki morał z tego płynie? Czy w kanale czy na dachu, wszędzie żyjesz w jakimś strachu.

