
Były dawniej takie czasy, że mieszkały smoków masy. Bardzo dużo znaczy było, i się z nimi trudno żyło. Smok to taka bestia była, samym mięsem tylko żyła. Wszystkie krowy, konie, kaczki, to najlepsze były smaczki. Nawet szczury, psy i koty, miały z nimi też kłopoty. Miały ludzi sobie za nic, ich apetyt nie znał granic. Tylko jeden taki był, co inaczej sobie żył. Nie zjadł mięsa ani kęsa, na sam widok czyjejś krwi, go od razu mocno mdli, Zamiast zjadać jakieś zwierze, za głaskanie się go bierze. Woli liście oraz trawę, taką zawsze miewa strawę. Kpiły z niego wszystkie smoki, aż zrywały sobie boki. Jaki dziwny, jaki inny, jakiś głupi czy dziecinny? Jak bez mięsa można żyć, to nie smokiem trzeba być. Mięsa nie jeść to jest chore, a on zjada nawet kore. Choć był mały niepozorny, na zaczepki te odporny. Ciągle znosił ich zniewagi, bo nie miały żadnej wagi. Wszyscy ludzie go chwalili, razem w zgodzie z smokiem żyli. On uśmiechał się życzliwie, odpowiadał żartobliwie. Był uprzejmy zawsze grzeczny, każdy z nim się czuł bezpieczny. [finish] Smoki jadły bez umiaru, nawet ludzi zjadły paru. Tak apetyt wielki miały, że się same pozjadały. [moral] Jaki morał z tego płynie? Trzymaj zasad się kolego i nie namów się do złego. Warto często inny być aby z ludźmi dobrze żyć.

