
musiałbym chyba pochwycić słów więcej.
musiałbym chyba pochwycić słów więcej. zaznaczyć je, biorąc pióro w ręce, potem rzucić, niechaj lecą z wiatrem w świat, co nieskończonym jest teatrem. Jak sprawy przeszłe... niezałatwione, Jak rozmowy zaczęte... niedokończone. Jak miejsca odległe, w których chyba byłem, Jak sny, których nigdy nie dośniłem. Twarze ludzi, których nie spotkałem Przeszli, a ja ich poznać nie umiałem. Chciałem... Ale nie było nam to, widać, pisane więc nadal trwać będą niewypowiedziane nieme jak w pustce porzucone runy lżejsze od dźwięku brakującej struny bielsze od anielskiej, czystej bieli aż ostatnią kroplą się dopełni kielich czasu, a świat cały w miejscu stanie Znajdzie się wtedy także miejsce dla mnie pośród tych słów, tych marzeń sennych wśród rzeczy wiecznych i niezmiennych Bezimiennych... Lecz nim fantazji skrzydła rozwiniemy jeszcze na krótką chwilę przysiądziemy by ostatni raz popatrzeć poza siebie i zapiszemy się na pogodnym niebie tym wiolinowym kluczem... zakręconym ostatnim brzmieniem... przedłużonym nutą, co wzrusza, bawi, czasem smuci którą wiatr w liściach drzew zanucił która pobrzmiewa w śpiewie fal jednym akordem odlecimy w dal Choć żal...

