Gdy rzeczywistość obdziera mnie ze złudzeń Kiedy nachalnie wydzieram się z tłumu Odkąd moje zmysły straciły kontrast Podczas nieustannego monologu wartości Wstrzymuje oddech Słyszę jak cisza obmywa mnie z iluzji Jak chaos próbuje zapanować nad moimi myślami Jak słabość kontroluje moje pragnienia Ale tylko spojrzenie Moje spojrzenie Tylko rozumie Jaka moc we mnie drzemie Nieustępliwie idąc naprzód Drążąc kolejne zarysowania w mojej osobliwości Pochłaniając kolejne nieznane anomalia świadomości Wyrywam z utopii pragnienia otarte bezcenną wędrówką Bezimienna walka stała się moim wyborem Prowadząc mnie opryskliwie do miejsca zwanego spokojem Kiedy staniesz przed czarną bramą własnej duszy Kiedy zaczniesz szukać kwiatów na polu własnych doświadczeń Kiedy promienie mroku rozdzierają własne serce Kiedy czas zatrzymuje Twój oddech spragniony spokoju Stępione myśli pozostawiają Cie w bezruchu Drętwe spojrzenie rzuca na kolana Spływa łza , jedna po drugiej i kolejna, które kierują Cię do świata zwątpień Do świata gdzie kolory straciły barwy Wtedy Ty i wyłącznie Ty podejmiesz kolejną decyzję … ale nie Poranna kąpiel.   Para unosi się leniwie.   Pojawiam się – kroplą na horyzoncie wzroku.   Za szybą – świat przejrzysty.  Spływa wolno,   sunie w dół,   omija niektóre,   czasem zabiera ich fragment –   by nabrać rozpędu.  Zatrzymuje się.   Szuka drogi.   Para gęstnieje –   mgła w oczach,  Ilu z nas zmieni ….. by zobaczyć jaśniej?  Z czasem – nie kropla,   lecz rzeka.   Ściana wody.   Koniec.  Nie daj się rozpuścić.   Bądź kroplą – na szkle swojego horyzontu.   Przejrzystą.   Prawdziwym Sobą.   Prawdziwym sobą Sobą Sobą