
Szczęście szwenda się za nami bezradosne istotne konieczne i złote. Zbiera wszystkie wonności bezdomnych, uśmiechy cichych ludzi, niewypowiedziane pyszne frazesy niezgrabnych samotników. Niedostępne – gdzie tylko spojrzysz, – wyglądające nawet przez dziury oczne jedynej tragicznej maski, nawet w Nowych Miastach, gdzie deklamują, szlochają, umierają, gestykulują, śpiewają wspaniałe koncentracje, apoteozy zrzeszeń aktorskich ludzi dostojnych, autotatoi, kapłanów radosnej możliwej świadomości ; mizdrzące się za plecami otyłych królów rozbawionych widokiem danse macabre’u Śmierci z Księżniczką Trebizondy. Spaceruje na młodych timbrach ud po rusztowaniach drapaczy nieba, bałaganach, rynkach, na Świętach Niebios, przed wystawami modnych sklepów, w foyer kinoteatrów, śród rupieci, rekwizytów, zwietrzałych perfum i kobiet, Bezradosne, niewidoczne dla innych – tylko ja je poznaję : W blasku gałek niewidzących oczu prostytutki, obracających się w kosmiczne kółko ; w kołysaniu się nędznych wygolonych lordów ; w ciemnej konurze porzuconego psa, oczekującego swego błękitnego nocnego Pana. W zmurszałym zadzie staruszki, grzejącej w słońcu swe reumatyzmy.

